czwartek, 19 kwietnia 2018

egzaminy gimnazjalne

Pod koniec egzaminu drzwi do sali egzaminacyjnej otwierają się coraz częściej. Dzieci wychodzą na korytarz. Nie uśmiechają się, widać po nich zmęczenie i stres. Ożywiają się dopiero wówczas, gdy wychowawczyni zachęca ich do rozmowy  pytając o to, co wszyscy chcemy wiedzieć - jak było, jakie były pytania, jak wam poszło? Widać więź i zaangażowanie, lubią się. Żartują, wymieniają pierwsze wrażenia. Jak po każdym egzaminie - co napisałeś, jak tam powinno być, nie wiem czy dobrze, nic nie pamiętam..
Patrzę na nich. 
Dorodni, zadbani. Długowłose dziewczyny w eleganckich sukienkach, chłopcy w modnych garniturach. Usiłują otworzyć swoje pierwsze w życiu drzwi do dorosłości. 

Jeszcze te sukienki i te garnitury to przymiarka do dorosłości. 

Jeszcze przez kilka lat mogą nosić podarte dżinsy i wiązać włosy w kucyk, jeździć na rolkach, grać godzinami na komputerze i mieć milion głupich pomysłów. Potem też będą mogli, ale to teraz jest ich czas. 
Trudny czas. Wyglądają jak dorośli ale najczęściej słyszą - nie wolno, nie możesz, musisz. 

Dzieci - dacie radę!

Dziś też Cię kocham. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

wolny dzień na żądanie

Pani Danusia nie miała zbyt wiele do roboty, jej praca polegała głównie na rozdzielaniu narzędzi i dozorowaniu niewielkiej ekipy pracowników z obsługi.   Wydawała się ideałem, szefową z marzeń - bezproblemową, uśmiechniętą, może zbyt gadatliwą ale dzięki temu szybciej można było poznać tajniki nie tylko firmy, ale również jej kariery zawodowej a i życia prywatnego do trzeciego pokolenia wstecz. 
Usiłowała przyjaźnić się z personelem, choć personel nie zawsze był chętny do zawierania bliższych relacji. Kawka z panem Tadziem, herbatka z Basią, a nawet ciastka i owoce, a wszystko to w Danusinym kantorku.
Jesteśmy tu jak rodzina - zapewniała każdego nowego pracownika.
Rodziny często bywają dysfunkcyjne - ktoś tam kiedyś mruknął pod nosem.
Rotacja w firmie była spora bo jak twierdziła pani Danusia, rzadko kto spełniał oczekiwania szefostwa.
Ja sama potrafię poświęcić weekend i kiedy prezes zadzwoni, rzucić wszystko i jechać 100 km aby otworzyć firmę i dostarczyć mu rzecz, której zapomniał! - opowiadała. Trzeba się starać bo o pracę trudno ale gdy się ma umowę to zwolnić pracownika jeszcze trudniej - dodawała.

W pewien deszczowy poniedziałek pan Tadzio zadzwonił do pracy prosząc o wolny dzień na żądanie. Co tam Tadziu, popiłeś wczoraj - spytała wyrozumiale Danusia.
Trochę wypiliśmy, wolałbym nie przychodzić - przyznał Tadeusz.
Ale nie słychać po głosie żebyś był wczorajszy, jesteś pewien że nie możesz przyjechać? - dociekała szefowa. Bo potrzebuję, żebyś dziś był, choćby na magazynie. Tam przecież dasz radę.
W końcu ustalili, że Tadeusz przyjedzie.
Nie wyglądał źle ale kiedy podpisywał listę obecności, zionęło od niego jak z browaru. Poszedł zgodnie z ustaleniami do magazynu skręcać regał a tymczasem pani Danusia wspięła się na piętro i z zatroskaną miną oznajmiła prezesowi, że jeden z pracowników przyszedł do pracy prawdopodobnie pod wpływem alkoholu.
Nie jest łatwo zwolnić pracownika ale i tym razem się udało, a na miejsce pana Tadzia  wkrótce przyszedł zięć koleżanki pani Danusi.